W Japonii dom traci wartość — i to jest normalne
Po około trzydziestu latach budynek mieszkalny jest wart praktycznie zero. Wartość trzyma grunt.

Polski kupujący zakłada, że nieruchomość z czasem drożeje. To założenie tak głęboko wrośnięte w myślenie o mieszkaniu, że trudno wyobrazić sobie rynek, na którym działa odwrotnie. A taki istnieje i jest jedną z największych gospodarek świata.
Jak to działa
W Japonii budynek mieszkalny traktuje się jak dobro zużywalne — bliżej mu w tym do samochodu niż do lokaty. Wycena spada wraz z wiekiem i po mniej więcej trzech dekadach dom jest wart w praktyce tyle, co nic. Cała wartość transakcji siedzi w gruncie.
W efekcie domy bywają wyburzane i stawiane od nowa zamiast remontowane, a rynek wtórny budynków jest nieporównanie mniejszy niż u nas.
Dlaczego akurat tak
Złożyło się na to kilka rzeczy: aktywność sejsmiczna i wynikające z niej częste zaostrzanie norm budowlanych, przez które starsze budynki przestają im odpowiadać; powojenna fala szybkiego budownictwa o krótkiej żywotności; oraz kulturowa preferencja nowości. Efektem jest system, w którym remont rzadko się opłaca.
Czego to uczy o naszym rynku
Przede wszystkim tego, że wzrost wartości nieruchomości nie jest prawem natury, tylko cechą konkretnego rynku w konkretnym czasie. U nas o wartości decyduje przede wszystkim lokalizacja i grunt — budynek zużywa się tak samo jak wszędzie, tylko rzadziej o tym myślimy.
Praktyczny wniosek jest prosty: kupując, warto pytać nie tylko o stan mieszkania, ale i o to, w jakim stanie będzie budynek za piętnaście lat. Fundusz remontowy i uchwały wspólnoty mówią o tym więcej niż świeżo pomalowane ściany.
Zastanawiasz się, ile jest wart Twój adres?
Przygotujemy wycenę opartą na aktywnych ofertach z Twojej ulicy — nie na średniej dla miasta. Bezpłatnie i bez zobowiązań.